Szkolenie w Biedrusku 1/2

PierwszyPoprzedniNastępnyOstatni

Moja zmiana (XVI) była ostatnią zmianą, której pierwsza część szkolenia przed wyjazdem odbywała się w Biedrusku (JW 1549) koło Poznania.
Szkolenie w Biedrusku było intensywne ... ale tylko na papierze. Tak naprawdę to podczas mojego pobytu jednostka była już w stanie likwidacji. Zamiast się więc szkolić wykonywaliśmy różnego rodzaju prace porządkowe lub załadunkowe. Codziennie odbywał się tak zwany "Targ Niewolników" na którym żołnierze byli przydzielani do pomocy poszczególnym osobom z kadry. Pamiętam, że pewnego dnia z 3 kolegami załadowaliśmy na ciężarówkę z przyczepą kilka ton skrzynek z granatami i amunicją. Innym razem spuszczaliśmy benzynę z samochodów, które miały być złomowane. Często przydzielono mnie również do pomocy na stołówce.
Jedyną rzeczą w Biedrusku związaną z misją ONZ były badania lekarskie. Takie badania wykonywaliśmy w Szpitalu Wojskowym w Poznaniu. Były one bardzo szczegółowe. Oddawaliśmy do badania mocz, kał, krew. Mieliśmy taką kartkę z wymienionymi różnymi specjalistami i mieliśmy po kolei do nich się udawać. Na końcu zgłaszaliśmy się do wyznaczonego lekarza internisty, który na podstawie wyników badań próbek oraz notatek od specjalistów decydował, czy ktoś jest zdolny do misji, czy nie. Wielu osobom trudność sprawiła wizyta u dentysty. Po prostu dentysta z jednostki w Biedrusku (notabene - który również wyjechał z nami) był na urlopie, a nie byliśmy uprawnieni do leczenia zębów gdzie indziej. A z kolei pani dentystka, która badała zęby była bardzo szczegółowa i nie chciała

Strona istnieje od 2003 r.

Ostatnia aktualizacja: 13 grudnia 2011 r.