Pierwszy miesiąc 2/4

PierwszyPoprzedniNastępnyOstatni

przed i po jeździe.
Z kolei dowódca drużyny łączności usiłował nam wpoić zasady korespondencji radiowej. I robił to nie tylko w czasie szkoleń. Gdy ktoś się pomylił na służbie w czasie nadawania informacji, zostawał natychmiast zbesztany na ogólnym kanale. Oczywiście można było po prostu zadzwonić i spokojnie zwrócić uwagę, ale kto by nie wykorzystał okazji, w której może wykazać swoją wyższość nad początkującym.
W celu szkolenia nas przyjeżdżali również oficerowie z Camp Ziouani. Między innymi przyjechał do nas pomocnik dowódcy kontyngentu do spraw dyscypliny. Wyjaśniał, co nam wolno, jakie mogą nas spotkać nagrody, a także co nam nie wolno i jak możemy zostać ukarani. Mówił także, że oficjalnie ani w Izraelu, ani w Syrii nie można posługiwać się dolarami amerykańskimi (w tej walucie otrzymywaliśmy co miesiąc wynagrodzenie). Zalecał więc, aby płacić zielonymi tylko w pewnych, wypróbowanych sklepach, gdzie sprzedawca nie robi z tego problemu.
W ciągu kilku pierwszych dni szef kompanii wydał nam wyposażenie. Były to hełmy (cięższy metalowy i lżejszy), broń, kamizelka kuloodporna, plecak ze stelażem, śpiwór, strój ochronny przed skażeniami chemicznymi, maska przeciwgazowa oraz ubrania robocze (mundur i kurtka).
Szkolenia na kształt lekcji odbywały się przez pierwsze dwa tygodnie. Potem mieliśmy już tylko szkolenia praktyczne. Polegały one na ogłaszaniu różnych alarmów. Jak krzyczeli przez megafon SCHRON - trzeba było wziąć całe wyposażenie i biec do schronu. To był najlżejszy alarm.
Gorzej jeśli ogłosili

Strona istnieje od 2003 r.

Ostatnia aktualizacja: 13 grudnia 2011 r.