Powrót 2/3

PierwszyPoprzedniNastępnyOstatni

drogę odprowadzany przez kawalkadę pojazdów aż do granicy strefy odpowiedzialności 2 kompanii. Wszystkie samochody non stop trąbiły i jechały slalomem. Największy hałas robił transporter opancerzony - SISU dysponujący potężnym pneumatycznym narzędziem do wydawania dźwięku.
Potem w spokoju dojechaliśmy do granicy, gdzie najpierw Syryjczycy sprawdzili nasze bagaże ręcznie, potem również tradycyjnej kontroli dokonała MP (żandarmeria), a na końcu nasze torby zostały przez Izraelczyków prześwietlone.
Trochę czasu spędziliśmy w Camp Ziouani. Przygotowano nam kolację na placu przed mesą. Potem mieliśmy kilka godzin luzu. O północy urządzono oficjalne pożegnanie przez dowódcę kontyngentu. Wręczone zostały wyróżnienia i pamiątkowe nagrody. Około pierwszej zapakowaliśmy się do autobusów i odjechaliśmy w drogę do Tel Avivu.
Dojechaliśmy rano, około 7:00. Najpierw chwilę postaliśmy w okolicach lotniska, potem mieliśmy coś na kształt odprawy paszportowej. W asyście żołnierzy izraelskich weszliśmy do zwykłej hali odpraw. Wielu cywilnych podróżnych bardzo się oburzało, kiedy musieli nam ustąpić miejsca w kolejce do okienka. Po tych formalnościach wjechaliśmy autobusami na płytę lotniska i ustawiliśmy się na jej skraju. Po pewnym czasie, który - jak pamiętam - dłużył nam się niemiłosiernie wylądował samolot z drugą turą "nówek" i pokołował ku nam. Bardzo długo trwał rozładunek i załadunek, a my ciągle siedzieliśmy na swoich torbach przed samolotem. Sam lot nie wydawał mi się długi, ponieważ dużo spałem, a także

Strona istnieje od 2003 r.

Ostatnia aktualizacja: 13 grudnia 2011 r.