Ścieżki saperskie 2/3

PierwszyPoprzedniNastępnyOstatni

ewentualnej miny. Dlatego podczas każdego przejścia towarzyszą im lekarz i sanitariusz. Ekipa medyczna idzie co najmniej 10 metrów za saperami, żeby w razie wypadku zachować zdolność niesienia pomocy.
Udział w rozminowaniu wiąże się z ryzykiem, ale też ze sporą gratyfikacją finansową. Ja jako sanitariusz za jeden dzień dostawałem 5 $. Łącznie było tych dni 25, czyli jak łatwo można policzyć zarobiłem dodatkowo 125 $ (około 500 zł). Prawdę mówiąc nawet pomijając kwestię finansową udział w ścieżkach saperskich był dla mnie atrakcyjny, ponieważ było to coś zupełnie odmiennego od codziennych monotonnych obowiązków.
Żołnierze zawodowi uczestniczący w rozminowaniach zyskują jeszcze więcej. Po pierwsze - co jest chyba oczywiste - otrzymują średnio dwa razy większą ode mnie stawkę dzienną (w zależności od pełnionej funkcji). Po drugie, jeśli dosłużą się w wojsku emerytury, to za każdy miesiąc życia poświęcony na rozminowanie terenu otrzymają dodatek do emerytury.
Oczywiście na ścieżkach zdarzają się niekiedy zabawne historie. Pewien lekarz uczestnicząc w otwieraniu ścieżki patrolu WADI przechodził blisko dosyć dużego dołka. Niestety stracił wtedy równowagę i zaczął ześlizgiwać się wgłąb dołu. Zatrzymajmy się tutaj i zastanówmy, co mu groziło? Chyba nic wielkiego - kilka zadrapań i siniaków. Najwyżej wystawiłby sam sobie zwolnienie i poleniuchował trochę. Jednak jeden z saperów, a był to bohaterski człek postanowił ratować pana doktora. Błyskawicznie rzucił się w jego stronę, aby mu pomóc. Niestety zapomniał o

Strona istnieje od 2003 r.

Ostatnia aktualizacja: 13 grudnia 2011 r.